poranne błądzenie

Poniedziałek, 13 sierpnia 2012 · Komentarze(3)
Tego nie da się inaczej nazwać. Zamiast do Krackow skręciłem do Tantow i to mnie pogrzebało...
Na nic zdało się mocne ciśnięcie, spóźniłem się i tyle.
Zapamiętam sobie ten rozjazd, oj zapamiętam... (Nadrensee)

Za to wschód słońca piękny dzisiaj. I sarna mi przed rowerem przebiegła (dosłownie).


sobotnie rozpoznanie terenu...

Sobota, 11 sierpnia 2012 · Komentarze(1)
Kategoria 50-100km, wycieczka
Koledzy pojechali pościgać się, a ja dysponując wolnymi dwiema godzinami sprawdziłem pewną trasę wypatrzoną u kolegi Arka...



Na szosę b. fajna chociaż ma parę odcinków słabej nawierzchni. Generalnie podoba mi się bardzo. Utwierdzam się w przekonaniu, że jedyny znany mi odcinek gdzie jest zła nawierzchnia do szosy to kawałek między Krackow a Glasow. Reszta to piękne, równe drogi z niewielkim ruchem...
Wiatr z północy, więc do Tantow całkiem sprawnie i przyjemnie jechałem, by już na powrocie trochę bardziej się męczyć.
Co mnie cieszy to brak jakichkolwiek oznak bólu w kolanie... jak by wszystko zaczęło pięknie pasować.
Super.

poranna jazda wer. 3a

Piątek, 10 sierpnia 2012 · Komentarze(1)
13 stopni w środku lata to chyba zły pomysł...
Przyjechałem bez czucia w stopach :/
Ale jazda była fajna, miejscami mocna, miejscami do pooglądania okolicy.
Burakesz w pastuchu na skrzyżowaniu nie chciał się zatrzymać na wjeździe. Lekko go przyblokowałem, żeby mnie puścił za co się wyżył wyprzedzając mnie na gazetę... standard.



Najfajniesza trasa, urozmaicona bo sporo hopek, a jednocześnie szybka i widokami nie tylko na pola...
Oprócz powtarzających się fragmentów jest bardzo fajowy skręt na Plowen; odcinek z falbankami do tego lekko opadający da się tu jechać stale 40 i więcej do samej wioski. W Plowen (b. łada wioska) niestety Niemcy zachowali historyczny bruk więc wolno bokiem po piasku i dalej ścieżką asfaltową do Locknitz. Powrót o tej porze to jazda centralnie pod wschodzące słońce więc wgapiam się wtedy w licznik i nic nie widzę ;) Asfalt na całej pętli znakomity.
Trasa na 1:30

p.s. 3a bo zjazd do Plowen robię wcześniej niż w wer. 3.

poranna jazda wer. 2

Czwartek, 9 sierpnia 2012 · Komentarze(2)
Ranek 15st dobrze, że wiatru nie ma. Ale i tak w cieplejszej odzieży...
Przyjrzałem się rowerowi i odkryłem lekko skrzywione siodło - o 0,5cm nos idzie w prawo - korekta i szybka weryfikacja na trasie.
Już myślałem, ale jeszcze kolanko się odzywa (chociaż mniej niż wczoraj) po 1 godzinie zacząłem mocniej je odczuwać (na granicy bólu).
Szukam dalej, mam 8 dni na znalezienie przyczyny inaczej maratonu nie przejadę...
Co do jazdy to standardowe poginanie, miejscami z ogniem... Mam kilka prostych "treningowych" z założeniem sprintu i wytrzymania tempa - zazwyczaj je spełniam, więc chyba są za słabe ;)
Z ciekawszych chwil... na podjeździe nr 2 (do Skarbimierzyc) usłyszałem przez słuchawki "sapnięcie" tira na kole. Zabrzmiało to jak syk wściekłego byka na myszę, która nie pozwala mu się rozpędzić... Depnąłem do 40 (mój rekord), by przez wiochę przelecieć 45... Dopiero za nią ciężarówa mnie wyprzedziła :)

Trasa nr 2:


Naturalne rozwinięcie trasy z wczoraj. Nadal te same widoki (pola, pola i...pola). Najfajniejszy jest odcinek niemieckiej ścieżki rowerowej z Grambow do Linken tak równego asfaltu to nie ma nawet na ulicach (nie wspominając już o naszej nowej ścieżce rowerowej Dobra - Rzędziny gdzie poprostu jest nierówno). Trasa na 1:15

poranna jazda wer. 1

Środa, 8 sierpnia 2012 · Komentarze(0)
3 dzień tygodnia i kolejny zupełnie odmienny ranek... Pogoda tego lata jest zupełnie nieprzewidywalna...
2 warstwy i spodenki 3/4 a już myślałem, że powieszę je na kołku do jesieni...
Na testowym odcinku (podjazd do tablicy Dobra) 33 by na szczycie dokręcić do 36 (ciągle na palących udach) znak, że jestem wypoczęty i "ogień leci" (po tygoniu przerwy mam tu zadyszkę i max 30). Znowu problem z kolanem, jednak muszę się temu przyjrzeć bliżej...


Postanowiłem "skatalogować" wszystkie swoje poranne trasy. Może komuś się przyda...



Moja trasa podstawowa od której się wszystko zaczęło. Zjechana na maksa dlatego często robię jakieś jej modyfikacje. Jadąc nią praktycznie już nie myślę o jeździe tylko błądzę gdzieś myślami...
Asfalt b. dobry (w okolicach Buku dziurawy). Fajne hopki do Dobrej i po niemieckiej stronie do Bismark. Pola wokół i trochę lasku.
Trasa na godzinę.

poranna jazda wer. 1

Poniedziałek, 6 sierpnia 2012 · Komentarze(5)
Dzisiejsze warunki, 5:20:
pochłonę was wszystkich © James77


Widoczność max.100m, a często i dużo poniżej, na hopkach jechałem 30, bo nic nie widziałem (mokre okulary i biała ściana).
Obróciłem blok o 1mm i ból kolana prawie ustąpił - wyszedł dopiero po 40min. Widać idę w dobrą stonę. Na maratonie problemu nie było, więc jest to tylko zła pozycja.

VII Maraton dookoła Miedwia 2012

Sobota, 4 sierpnia 2012 · Komentarze(17)
Zapewne wiele jest osób, które ten maraton wpisują w swój kalendarz wyścigów...
Należę do nich i ja, bo mimo, że mtb to nie jest, ale tylko na takim rowerze da się go szybko przejechać, to trasa jest fajna i b. szybka.
Nawierzchnie od asfaltowych (b. dobrych i dziurawych), przez płyty, szuter, żwir, piach no i różne rodzaje bruku... Do tego sporo kałuż, których nie da się ominąć...

Tegoroczny maraton przebiegł w 99% po mojej myśli (o tym 1% później).
To już mój trzeci start, znałem trasę, warunki oraz specyfikę jazdy w (bardzo) dużej grupie rowerzystów.
Do maratonu przystąpiłem wypoczęty, ze "świeżą" nogą i nastawiony na walkę - chciałem być w pierwszej dziesiątce M3.
Trzydziestolatków startowało... 280, najliczniejsza grupa. Ważnym więc było zajęcie właściwej pozycji startowej...
Udało się ustawić w drugim rzędzie, co automatycznie ułatwiało wyścig. Pozostało utrzymać pozycję i zaatakować na końcu...
Po starcie mimo odcięcia 260 osób okazało się, że wcale nie było łatwiej. Jechaliśmy odcinkiem asfaltowym po 37-40 zbici ciasno w kupie, co chwilę ktoś krzyczał "uwaga", słuchać było otarcia opon, ktoś mnie popychał, zajeżdżał drogę, dotykałem ramieniem kolegę... Było niebezpiecznie i nerwowo. Skutkiem czego na polnym odcinku (bruk) doszło do dużej kraksy przede mną i brakowało dosłownie milimetrów abym był kolejnym kolesiem na kupie innych (chyba z 7 się położyło).
Wypadków były jeszcze 3 i za każdym razem dzieliły mnie centymetry od wjechania komuś na rower, albo zakończeniem jazdy spektakularnym OTB. Na odcinku z płyt byłem chłostany przez pobliskie krzaczory, jakaś osa czy coś wbiła mi się w ramię i jechałem z rwaniem w mięśniu (wieczorem wyszedł bąbel).
Najfajniejsze były kałuże, jadąc w grupie nie sposób ich ominąć, więc rower i ja byłem całkowicie pokryty zaschniętym błotem. Napęd rzęził, ale do końca dał radę.
Udało się nie wywrócić i ciągle jechać na czele grupy. Na początku było nas ok 30 osób, by na finiszu grupka stopniała do 10...
Stale pilnowałem Adriana Trycha, który był faworytem (zwyciężył ubiegłoroczny maraton), jak zauważyłem robili chyba tak wszyscy ;)

Najbardziej zadowolony jestem z finiszu, który zasługuje na upamiętnienie (dla mnie).
Końcówka trasy przebiega przez leśny odcinek by na ostatnich 500 metrach biec już wybrukowaną promenadą do mety. Wyjeżdżając z lasu było nas 10-11 osób, ja na końcu (puls wysoki). Z powodu oblepionego napędu biegi nie pewne, grupa zaczyna finiszować, ja nie chcę stracić koła, cisnę co sił...
Jedziemy już sporo brukiem, a ja dalej gonię ostatniego w grupce. Wspinam się na wyżyny swoich umiejętności i... kosmicznie przyspieszam...
Wyprzedzam prawie wszystkich i na kole pierwszego wpadam na metę... :) (wg. licznika miałem 52km/h w co nie wierzę).
Na najbliższym trawniku padam na ziemię i ciężko dysząc dochodzę do siebie...
Po złapaniu oddechu zdaję sobie sprawę z ogromnego wysiłku. Ostania minuta była najtrudniejsza, najcięższa z całego wyścigu.
I z niej jestem najbardziej dumny, to zapamiętam z tego maratonu.

Teraz ten 1% - otóż dosyć szybko zawinąłem się do domu, nie czekając na losowanie, nawet nie jedząc posiłku regeneracyjnego...
Już w domu dowiedziałem się od Roberta, że mega burza spowodowała obsunięcia czasowe i kłopoty z wynikami. O 17 udało mi się je znaleźć w necie i... oczom nie wierzę ale mnie nie było!
Nie jechałem, to wszystko co napisałem to mój wymysł.

Wsiadam w samochód i po 45min. jestem ponownie, gnam do orgów, tam dostaję maila do gościa z poleceniem opisu zdarzenia...
Więc koledzy (i koleżanki) w zależności od rozwoju sytuacji: albo mam bujną wyobraźnię, albo chip nawalił (albo jeszcze coś innego).

Dołączam jeszcze sprokurowany ślad (licznik zatrzymany sporo za metą):


I obrobiona w fotoszopie fota, jaką zrobiłem czekając na start:
przed startem © James77


Gdzieś na trasie:
Maraton dookoła Miedwia © James77


A że finisz był ostry to widać po twarzach:
maraton dookoła Miedwia © James77



Film kolegi Jaszka
Jestem od 1 do 13s ;)



p.s. czas z garmina szacuję na 1:42:31 - 1:42:50, co plasuje mnie w pierwszej 10... open
Przyjechałem przed Adrianem Trychem, na kole gościa w lajkrach Turowskiego.

p.s.2. Prowadzącym był Adam Probosz - znany z komentowania kolarstwa w Eurosporcie. Sympatyczny gość. Wielki plus dla organizatorów!

Howgh
idę na piwo

poranna jazda wer. 1

Czwartek, 2 sierpnia 2012 · Komentarze(1)
Pogoda się w końcu normuje, 17st z rana i błękitne niebo...
Trasa podstawowa, bo jednak trochę czasu zajmuje mi wstanie i wbicie się w lajkry.
Jechało się pięknie, w Dobrej minąłem jakiegoś mtb-owca, który chyba też porannie pogina...
Problem z kolanem teraz jest; boli mnie wewnętrzna strona na wysokości zgięcia. Bólu nie da się zignorować, po 30 min. wychodzi, mija jak chodzę...
Tak jakby blok się przestawił (skręcił), jeżeli mam rację to na mtb nie powinno nic wyjść, tam mam takie luzy, że stopa układa się jak chce.

Tak dzisiaj było:
pola o poranku © James77

wieczorna jazda - mix - nirwana

Środa, 1 sierpnia 2012 · Komentarze(2)
No nareszcie pogoda mi się trafiła i wolny czas też.
Już mnie strzykało jak patrzyłem na te fajne kręcenia znajomych kiedy mają po 20st., a ja co najwyżej 12 o 5 rano.
Zaraz po obiedzie wskoczyłem w krótkie spodnie i pojechałem na szybką trasę wyjechać się ostatecznie przed miedwiem.
Nogi jeszcze trochę zamulone, ale mam dużą chęć kręcenia. 2 godziny mocniejszego depnięcia jestem w stanie spokojnie zrobić.
Tyłek wystraszył się lekarza, bo wszystko zaczęło się pięknie goić, dodatkowo w moich krótkich spodenkach jest super wkładka i na niej mi się bardzo wygodnie jedzie...(jazda 500km na "podpasce" w 3/4 to była prawdziwa masakra).
Nie zdążę wskoczyć w swój poranny rytm jazd, ale w sobotę na pewno nie padnę i jeszcze ucieknę takiemu jednemu z m2... ;)

czirs mejt