poranny trening

Środa, 22 lutego 2012 · Komentarze(0)
Po wczorajszym śniegu nie ma śladu. Droga lekko mokra, wiatr słaby. Jechałem całkiem mocno. Z czasu też jestem zadowolony.
Inaczej się ubrałem: koszula termo z długim rękawem, koszulka rowerowa, jesienna lekka kurtka, cieńka kurtka p.deszcz.
Było mi b. ciepło, miejscami gorąco, całkowicie mokre 2 warstwy. Jeżeli jutro też będzie taka temperatura to pojadę bez koszulki.
Wychodzi na to, że wystarczy się osłonić od wiatru nawet cieniutką warstwą a ciepło zaraz nadejdzie :) - kolejna oczywista oczywistość odkryta w czasie pierwszego zimowego sezonu.
Błąd - to nie poroziągałem się po powrocie, jednak to też pomaga (uświadomiłem sobie to dopiero po spininigu) na zmęczone nogi.

p.s. Ciągle za późno wychodzę, mimo że ubranie siebie zajmuje mi już tylko 10 min. ;)

poranny trening + atak zimy

Wtorek, 21 lutego 2012 · Komentarze(5)
Dzisiaj było ciężko przez silny wiatr i opady śniegu, które rozpoczęły się kiedy wyszedłem a skończyły krótko po powrocie :/.
Momentami jechałem mocno pochylony na bok żeby utrzymać kierunek jazdy, a śnieg padał "poziomo". Bardzo dobrym pomysłem było wzięcie cienkiej kurtki p.deszcz. zamiast kolejnej bluzy. Świetnie mnie uszczelniała i mimo sporej wilgotności wewnątrz, było mi bardzo ciepło (+ rękawice narciarskie i grube ochraniacze).
Wiatr wbijał mi śnieg we wszystkie zakamarki ubrania, nawet pod okulary w oczy, a w nieosłonięte miejsca twarzy kłuł niczym atak wściekłych komarów.
Bardzo się przydaje w takich momentach daszek kasku. Na końcu skorupa tak wyglądała:
zimowy kask © James77


W nogach czuję lekkie zmęczenie (ociężałość), szczególnie na początku, później się rozkręcam.
Coś w napędzie charczy, na razie nie wiem co (wczoraj czyszczony).

poranny trening

Poniedziałek, 20 lutego 2012 · Komentarze(4)
Powrót na starą trasę. Cel za 2 tyg. - ważyć 85kg (znowu :))
Prognozy pogody są bardzo dobre, więc... musi się udać.
Dzisiaj silny zachodni wiatr utrudniał start, ale zaraz za Mierzynem dogoniłem PKSa i podwiozłem się do granicy ;) (było ponad 50km/h) Stąd czas trochę oszukany, ale przed wyjściem były nerwowe poszukiwania bateryjek do tylnych lampek przez co wyszedłem później.
Noc wyraźnie krótsza, o 6tej robi się widno, jednak jezdnia jeszcze niepewna i na zakrętach maksymalnie uważałem.
Czułem moc w nogach, obawiałem się trochę skutków mocnej jazdy w piątek i sobotę, ale regeneracja niedzielna pomogła.

regeneracja

Niedziela, 19 lutego 2012 · Komentarze(0)
Kategoria trenażer
45 min jazdy na rolkach z tętnem 60%HRMax w celu zregenerowania się na jutrzejszy trening.
Daję sobie 2 tygodnie na zgubienie 2,5kg, które niestety znów wyhodowałem.

maraton na rolkach

Sobota, 18 lutego 2012 · Komentarze(1)
Kategoria trenażer
Wzięło mnie na jazdę rolkową po wczorajszym ;)
Wymyśliłem sobie mikro teścik:
30min na 75%HRmax
30min na 85%
30min na 70%
Przy czym bacznie obserwowałem co się ze mną dzieje.
Wykres tętna:
%HrMax © James77

pierwsza część: luzik, spokojne kręcenie, pot się oczywiście leje (kręcę w garażu, 10*C) ale bez przesady, oddech spokojny, nogi czują lekkie obciążenie, skupiam się na trzymaniu zadanego tętna. (max BPM 145)
druga część: wrzucam najcięższe przełożenie i jazda. oddech przyspiesza, pocę się dużo mocniej, obciążenie wyraźnie wyczuwalne, skupiam się na utrzymaniu kadencji, a tętno "samo" się robi, pod koniec nie mogę się doczekać przerwy, walczę o utrzymanie parametrów. (max BPM 166)
trzecia część: lekki bieg, nogi "nie czują" obciążenia, kręcę wolno aby trzymać zadane tętno, po 15min organizm się wychładza (mokra koszulka też) i zaczyna mi być zimno (10*C!), zaczynam też się wiercić na siodełku, ręce ok. (max BPM 144)
Po 1,5h schodzę. Uff, rekord, dłużej już chyba nie wytrzymam.
Mam zamiar jeszcze tak pojechać za kilka miesięcy i po sezonie, z ciekawości jakie będę miał odczucia i czy coś się zmieniło.
Na koniec ciekawostka - przed i po się zważyłem:
waga: 87,5 / 85,8 (tego się spodziewałem)
% tłuszczu 15,2 / 15,2 (tego się nie spodziewałem ;)
% wody 59,2 / 58,4 (to oczywiste)
% mięśni 44,1 / 43,7 (a tego nie wiem?)
oczywiście nie należy wyników traktować poważnie, raczej patrzę na trend parametrów.
jeszcze jedno: między częściami na minutę stawałem, żeby się napić (nie umiem jeszcze pić w czasie jazdy) i rozprostować ciało. W tym czasie wypiłem 0,75l czystej wody. Po jeździe zrobiłem sobie streczing podobny do tego co robiłem na spinningu. A i zgłodniałem strasznie, więc jeszcze był napad na lodówkę.
Pisząc to wszystko wypiłem duże piwo - dawno tak nie smakowało ;)

spinning

Sobota, 18 lutego 2012 · Komentarze(1)
Kolega Adam barwnie opisał swoje spiningowe przygody, że postanowiłem też spróbować.
Ustawiliśmy się w Activie jeszcze z kolegą Pawłem i "pojechaliśmy" :)
40 minut intensywnego kręcenia wycisnęło ze mnie mnóstwo potu. Chwilami było ciężko aż czekałem na komendę "można pić" ;) Podobały mi się szczególnie ćwiczenia na stojąco z szerokim ułożeniem rąk na kierownicy.
Po skończeniu byłem cały mokry i rozgrzany do czerwoności, czego nie mogę powiedzieć o kolegach ;) Może to skutek szczątkowego nawiewu na moją osobę, a może brakuje mi jeszcze mocy - nie wiem.
Wniosek ze spotkania mam taki: bierz rolki i ucz się jechać na stojąco :D
W kwietniu pierwszy maraton (Gryf) - pora zacząć coś ze sobą robić.

p.s. zaplecze sanitarne to jak dla mnie poważny minus tego centrum sportowego, na około wielkie hale ze sprzętem, a szatnia to mikro salka z powciskanymi mikro szafkami i mikro ławkami, do tego niedziałające wszystkie prysznice...
Bywałem na kilku innych ośrodkach sportowych i tam było dużo lepiej.

niedzielna planowana wycieczka

Niedziela, 12 lutego 2012 · Komentarze(3)
Kategoria 0-50km, wycieczka
Wpadłem na pomysł obejrzenia jeziora Szmaragdowego. Chciałem się przekonać czy jest zamarznięte. Pogoda niezła, lekki wiaterek, -7, sucho i śnieżnie. W planowaniu wycieczek jestem daleko za kolegami z Rowerowego Szczecina, ale jeszcze nikt nie wpadł na pomysł pojechania tam tej zimy. Więc pomysł był dobry. Wziąłem aparat, mp3, banana, ubrałem się ciepło i bryknąłem sobie na drugą stronę Szczecina.
Miasto wybudowało akurat ścieżkę rowerową w tamtym kierunku, więc podróż odbywała się w "komfortowych" warunkach:
ścieżka rowerowa zimą © James77


Jako, że to była jazda bez napinki (byle utrzymać ciepło - min 25km/h ;) ) więc pozwoliłem sobie na krótki przystanek na moście cłowym:
Regalica zimą © James77


Pojechałem przez osiedle Bukowe i miejsce spotkań rowerowych z ludźmi z BSa, ale nikogo nie zastałem (ok. 11:05). Zimno nie docierało jeszcze do nóg, co mnie bardzo cieszyło i pozytywnie nastawiony wjechałem w las. I tu kolejna miła wiadomość po śniegu jedzie się fajnie! Ameryki nie odkryłem (może własną), ale po tych zamarzniętych koleinach, miejscami z pokrywą lodową, liśćmi przykrytych luźnym śniegiem czy udeptaną ścieżką jechałem z wielką frajdą. Tył często tańczył, koło buksowało, full fajnie bujał na zjazdach i co ważne było mi ciepło. Sama esencja jazdy po lesie w zimie :)
Robiłem sobie przerwy na rozruszanie stóp w ciekawszych miejscach:
monitoring miejski © James77

Ciekawe ile tych kamer mają i czy są w kształcie pieńka, kamienia, a może jakaś wypchana wiewiórka? :D

drogi leśne miały wydeptane ścieżki przez pieszych i często ślady nart, sanek i kilka opon rowerów. Dało się wyczuć, że zasypane ścieżki mają pod śniegiem liście, i podłoże jest miękkie.
leśna droga zimą © James77


W końcu dojechałem do celu podróży - jęziora Szmaragdowego:
zamarznięte jezioro Szmaragdowe © James77


jezioro Szmaragdowe zimą © James77

Jak widać całkowicie zamarzło. Prawdopodobnie za tydzień lód puści, bo ponoć idzie odwilż, więc była to ostatnia okazja tej zimy (ha! unikat ;) )
Oczywiście zaliczyłem jeszcze punkt widokowy (przejrzystość powietrza bardzo dobra), gdzie skonsumowałem zamarzniętego banana (czułem później tą kostkę lodu w brzuchu). Zdjęcia nie robiłem bo było trochę luda, wsród których oczywiście byli palacze (palce dogrzewali?), więc ulotniłem się czym prędzej.

Na koniec widok na Odrę, też zamarzła:
zamarznięta Odra © James77


nie całkiem jednak:
Odra © James77


Zadowolony jestem z tej jazdy, ostatecznie zmarzłem tylko w stopy (brak czucia) i to już wracając. Rękawice grzeją aż miło, dłonie po trzech godzinach były ciepłe. Reszta ciała też. No i muzyka Wojciecha Manna... tylko wsiadać i jechać