poranna jazda

Poniedziałek, 12 marca 2012 · Komentarze(3)
szybkie kółko wyszło, a myślałem że po wczorajszym nie będę miał siły...
podjazdy 1 i 2 po 30km/h (szkoda, że z wiatrem). Do tego jeszcze mżawka nie pomagała, no ale nie w takich warunkach się jeździło ;)
Fajnie, że o 6 zaczyna robić się jasno, miałem dość już jeżdżenia po nocach.
Waga 87kg i nie chce spaść. Do Gryfa jeszcze (tylko?) 6 tygodni, więc powinienem nadddatek spalić. Od dziś koniec z drożdżówkami, macami i innym g...m (do Gryfa :D). Chciałbym jeszcze 2 razy w tygodniu po godzinie pobiegać żeby trochę góra popracowała no i ze 2-3 objazdy trasy zrobić. Nie wiem tylko kiedy zrobię gruntowny serwis roweru, wszelkie naprawy są tylko doraźne...

niedzielny trening...

Niedziela, 11 marca 2012 · Komentarze(4)
nie, nie z mastersami (chociaż się mijaliśmy), tylko samotne kręcenie podjazdów na Miodowej.
5x pętla tramwajowa - Gubałówka
Powrót przez Dobrą do Blankensee i Linken gdzie jechałem z wiatrem.
Słoneczna pogoda wyciągnęła pełno ludzi (nie tylko na rowerach), na każdym okrążeniu Miodowej mijałem kilku różnych rowerzystów.
Ogólnie miło się ujechałem. Zrobiłem tylko klasyczny błąd zbyt rzadkiego popijania i na 50kaemie zaschło mi w gardle (pół bidonu jeszcze było). Nie zabrałem jeszcze czujnika tętna, więc skupiałem się na technice podjeżdżania i zjeżdżania.

wracając przez Niemcy uwieczniłem wiosenną pogodę (w zimie będzie co wspominać)
niemieckie pola na trasie Bismark-Blankensee © James77


ślad:
<iframe src="" width="600" height="400" frameborder="0" scrolling="no" marginheight="0" marginwidth="0"></iframe>

i szosowa niedziela

Niedziela, 4 marca 2012 · Komentarze(2)
Kategoria 50-100km, wycieczka
Chciałem sobie pojechać do lasu, ale okazało się że rower jest niesprawny i w 30 minut go nie naprawię. Wybrałem więc szosę i pojechałem na lekko zmodyfikowaną pętlę dobieszczańską.
Przy dojeździe na Głębokie minąłem wczorajszych mastersów (mijaliśmy się powtórnie po niemieckiej stronie), a przy granicy spotkałem grupę z Rowerowego Szczecina na wycieczce do Zoo w Ueckermunde.

Lubię przejeżdżać przez to przejście, po którym nagle tyłek przestaje boleć od wstrząsów.
granica państwa © James77


Ekipa z RSa podczas posiłku:
wycieczka Rowerowego Szczecina © James77


Przez większość czasu miałem takie "widoki":
widok z roweru © James77


Wracając jechałem pod wiatr, co mnie bardzo męczyło, w Bismark pojechałem sobie na moją pętelkę co by chociaż na trochę zmienić kierunek. Powrót do kraju bywa bolesny:
piesze przejście graniczne © James77


Chciałem dokręcić do 100km, ale wiatr mnie zniechęcił i wróciłem do domu.
W tym tygoniu planuję tylko rolki - i to luźne kręcenie, jestem trochę zmęczony.

ślad trasy:
<iframe src="" width="600" height="400" frameborder="0" scrolling="no" marginheight="0" marginwidth="0"></iframe>

szosowa sobota...

Sobota, 3 marca 2012 · Komentarze(7)
Po ostatniej niedzieli chodziłem trochę zmęczony i bez ochoty na jakiś większy wysiłek. Planowałem nawet... aż zadzwonił Paweł i wyciągnął mnie na szosę, Adam jeszcze skonkretyzował co i z kim i o 10:00 byłem na Głebokim.
Roman przedstawił plan, abyśmy podczepili się do mastersów trenujących o tej porze i pojechali z nimi... Zapowiadało się b. ciekawie.

Pora zbiórki:
zbiórka mastersów na trening © James77


Po wszystkim naszło mnie kilka prostych refleksji:
Samotnie jeździć lubię.
W kilka osób też fajnie, kaemy lecą, prędkość większa...
A z 20stoma rasowymi szosowcami, prędkościami powyżej 30 i dystansem 100km? Zajebiście :)

Nawet w maratonach rzadko trafiałem na jakieś większe "pociągi" (max 6-8osób), więc taka grupa robiła wrażenie. Początek był spokojny, przejechaliśmy fajnym skrótem przez wiochy niemieckie i wyjechaliśmy przed Locknitz. Kierunek północ - do Rieth, gdzie był nawrót, po czym na krzyżówce do Dobieszczyna odłączyłem się i pojechałem dalej na południe.
W sumie to jazda była spokojna, banana na twarzy robiła mi za to prędkość - stale powyżej 30, właśnie z taką bardzo przyjemnie się jedzie. Poza tym można było poćwiczyć jazdę w peletonie, zmiany, przetasowania, ogólnie atmosfera była przyjazna.

Na trasie:
grupa kolarzy © James77


Z ciekawszych momentów było gonienie grupy kiedy z Pawłem zatrzymaliśmy się na "szybki sik". 7 minut zajęło nam dogonienie reszty, to wtedy osiągnąłem Vmax i Hrmax :).

powrót samotny:
samotna jazda szosówką © James77


film z nowymi ujęciami bo dorobiłem się uchwytu do rurek:
[

niestety coś się pokopało przy proporcjach, ale nie mam już ochoty dochodzić co jest źle. W Media Player jest dobrze. :/

ślad trasy:
<iframe src="" width="600" height="400" frameborder="0" scrolling="no" marginheight="0" marginwidth="0"></iframe>

niedziela na szosie

Poniedziałek, 27 lutego 2012 · Komentarze(3)
Kategoria 100-200km, wycieczka
Zapowiadane pierwsze promienie słońca wyzwoliły długo wstrzymywaną chęć dłuższej jazdy nie tylko u mnie. Szybko umówiliśmy się z Magdą, Michałem, Adamem, Mateuszem, Romkiem, Krzyśkiem i Erykiem.

Spotkaliśmy się o 10 na Głębokim razem ze szczecińskimi mastersami.
zbiórka na Głębokim © James77

W pobliskim sklepiku obkupiłem się w jedzenie i picie i po krótkiej naradzie gdzie jedziemy ruszyliśmy. Tempo było b. spokojne (25-27km/h), takie było założenie i Roman tego się trzymał (nawet jak ktoś inny prowadził). Ruszyliśmy na północ - pod wiatr - aby później lżej się wracało.
peleton © James77

Przejechaliśmy przez coraz bardziej rozjeżdżone przez polskich kierowców piesze przejście graniczne w Buku (ostatnie wertepy). W Niemczech asfalt się wyrównał, dziury zniknęły i mogliśmy gładko sunąć po pustych drogach.
w lesie © James77

wycieczka © James77

Eryczek © James77

Czas mijał na poznawaniu nowych znajomych i cieszeniu się "zimnym" jeszcze słońcem.
z peletonu © James77

z tyłu peletonu © James77

z czoła peletonu © James77

Przed Ahlbeck zrobiliśmy krótki postój na uzupełnienie kalorii po czym ruszyliśmy na zachód do Eggesin.
popas w Ahlbeck © James77

Tu peleton zaczął się rwać, bo co niektórzy nie wytrzymywali "morderczej" dyscypliny i skoczyli do przodu.
niemieckie drogi © James77

W Eggesin trochę pobłądziliśmy ale szybko dało się z miasteczka wyjechać. Przy okazji zobaczyłem mapę, z której wynikało że jesteśmy w połowie trasy a właśnie minęła 12:30. Czasu miałem do 14 (max 14:30) i zacząłem się zastanawiać czy wracać, czy pojechać do przodu. Peleton się bardzo rozciągnął i właściwie tylko Adamowi coś powiedziałem, że się urywam. Wykorzystując sprzyjający wiatr i świetne drogi rowerowe utrzymywałem prędkość sporo powyżej 30.
niemiecka ścieżka rowerowa © James77

Przeleciałem przez Passewalk, Locknitz, granicę w Linken i dobrze już znanymi ulicami dojechałem na 14:30. Trasa była bardzo fajna, trzeba się tylko zabezpieczyć przed wiatrem i można "na szybkiego" wyskoczyć szosą. Połowa trasy zeszła mi w miłym gronie, gdzie mogłem się delektować nieśmiałą jeszcze wiosną, a druga część na samotnym gonieniu - co też lubię.

film się nagrał:
<iframe sr"/>c="http://

ślad trasy:
<iframe src="" width="600" height="400" frameborder="0" scrolling="no" marginheight="0" marginwidth="0"></iframe>

regeneracja

Piątek, 24 lutego 2012 · Komentarze(1)
Kategoria trenażer
Wieczorem po spełnieniu wszystkich obowiązków zasiadłem w fotelu przed kompem w celu wyszukania kolejnego usprawnienia do roweru. Tak mi się dobrze siedziało, że już sobie odpuszczałem to ostatnie kręcenie gdy zadzwonił kol. Sargath i zapytał czemu nie kręcę? (czy jakoś tak ;)). Wziąłem się więc za siebie i tak powstał ten wpis.
Szybko zleciało, bo w Trójce lista.
60%HRmax/45min.

P.S. fajnie, że jak tylko puściły lody to zaczęły pojawiać się propozycje do wspólnego kręcenia, i to w większej ilości niż mógłbym na wszystkich być...

poranny trening

Piątek, 24 lutego 2012 · Komentarze(0)
W końcu ciepło! 10st, lekki wiatr, ulice mokre.
Zrzucam zimowe wdzianko i przechodzę na wiosenne (czyli jedna koszula mniej :)).
Do granicy jechałem pod wiatr, czułem te dni jazdy bo było tylko 25km/h.
Myślałem aby tylko jakoś dojechać.
"Zwierz" we mnie wstąpił w Bismarcu, kiedy wiatr zaczął mi pomagać, prędkość od razu skoczyła. Moje podjazdy w Dołujach i Skarbimierzycach z którymi codziennie walczę pokonałem jakby to był finisz maratonu (30-28km/h).
W którymś miejscu przywitałem się z dwiema młodymi sarenkami. Ogólnie mimo męk wcześniejszych to sympatycznie było.
Dobrze, że jutro odpoczynek. W niedzielę zrobię sobie dłuższą wycieczkę, żeby jakiś innych klimatów doświadczyć ;)

regeneracja

Czwartek, 23 lutego 2012 · Komentarze(0)
Kategoria trenażer
to samo co wcześniej: 60%HRmax przez 45min z Trójką.
Jutro ostatni raz... w końcu.

poranny trening (rolki)

Czwartek, 23 lutego 2012 · Komentarze(0)
Kategoria trenażer
Dzisiaj silny wiatr z deszczem skutecznie zniechęcił mnie do wyjścia (nawet z łóżka), no ale przecież mam rolki ;)
10min 60%HRmax - bez problemu
10min 75% - lekkie wahnięcia +/- 1%
5min 85% - nie mogłem dojść do zadanego tętna, przez 95% czasu było 83-84%,
10min 75% - często było 77%, trudno było zejść i utrzymać cel
10min 60% - tylko w teorii :/, ciągle 64-65 mimo bardzo wolnego i lekkiego kręcenia.

Dzisiaj zauważyłem (właściwie od wtorku), że tętno jest jakieś ospałe, tzn. wkręcam się na obroty, ale zmienia się powoli (wolno spada), no i ta końcówka - zastanawiająca (obawiam się przemęczenia). Trzeba doszkolić się w teorii (zdaje się, że będę musiał pomierzyć puls spoczynkowy, jednak to po zakończeniu tego mikrotreningu).
Nogi za to "trzymają się" znakomicie, trochę dłonie bolą.
45min to bardzo optymalny czas do wysiedzenia na rolkach, jest co robić i się człek nie nudzi.